REKLAMA

Rak pęcherza moczowego w Polsce: gdzie system zawodzi pacjenta?

Rak pęcherza moczowego pozostaje jednym z największych wyzwań polskiej onkologii – nie tylko ze względu na skalę zachorowań, ale przede wszystkim przez wysoką śmiertelność. Eksperci są zgodni: problemem nie jest już wyłącznie dostęp do leczenia, lecz przede wszystkim opóźnienia pojawiające się na różnych etapach ścieżki pacjenta.

Wysoka zachorowalność i jeszcze wyższa śmiertelność

Nowotwór pęcherza moczowego należy do najczęściej diagnozowanych nowotworów – zajmuje czwarte miejsce pod względem zachorowalności. W Polsce każdego roku rozpoznaje się około 5,5 tys. nowych przypadków wśród mężczyzn oraz około 2 tys. wśród kobiet. Jednocześnie liczba zgonów sięga blisko 4 tys. rocznie.

W Polsce roczna zachorowalność na raka pęcherza moczowego, który zajmuje pod tym względem 4 miejsce wśród nowotworów, to ok. 5,5 tys. nowych przypadków w populacji mężczyzn i ok. 2 tys. przypadków w populacji kobiet. Chorobę tę cechuje wysoka śmiertelność, na poziomie blisko 4 tys. zgonów w skali roku, co wynika ze zbyt późnego rozpoznawania – podkreślała podczas posiedzenia sejmowej Podkomisji stałej ds. onkologii Agnieszka Molenda-Wiśniewska, dyrektorka Departamentu Opieki Koordynowanej w Ministerstwie Zdrowia

Z danych Krajowego Rejestru Nowotworów wynika, że w 2023 r. z powodu tego nowotworu leczonych było już 58 tys. pacjentów – o 20 proc. więcej niż pięć lat wcześniej. Co istotne, choroba charakteryzuje się wysokim ryzykiem nawrotów, sięgającym 50-70 proc., co oznacza konieczność wieloletniego monitorowania chorych.

System jest, ale pacjent trafia do niego za późno

Formalnie pacjenci objęci są opieką w ramach Krajowej Sieci Onkologicznej, która przewiduje uporządkowaną ścieżkę diagnostyki, leczenia i kontroli po terapii. Założenia są ambitne – diagnostyka powinna zakończyć się w ciągu maksymalnie 7 tygodni (28 dni na etap wstępny i 21 dni na pogłębiony).

W praktyce jednak największe opóźnienia pojawiają się jeszcze przed wejściem pacjenta do systemu.

Po pierwsze: pacjenci, którzy się do nas zgłaszają, są w bardzo zaawansowanym stadium choroby, co wynika zarówno z późnej zgłaszalności do lekarza POZ, jak i z ograniczeń w dostępie do urologa, do którego potrzebne jest skierowanie. Nasze analizy dotyczące ścieżki chorego jasno wskazują, że największe opóźnienie wiąże się właśnie z etapem od momentu wystąpienia objawów do momentu zgłoszenia się do lekarza pierwszego kontaktu. Kolejne duże opóźnienie to czas upływający pomiędzy wizytą u lekarza POZ, a wizytą u urologa – wskazywał prof. Jakub Kucharz  z Kliniki Nowotworów Układu Moczowego Narodowego Instytutu Onkologii w Warszawie.

Jednym z kluczowych problemów pozostaje konieczność uzyskania skierowania do urologa, co wydłuża czas do rozpoczęcia diagnostyki specjalistycznej.

Późna diagnoza = gorsze rokowania

Efektem opisanych barier jest fakt, że wielu pacjentów trafia do leczenia już w zaawansowanym stadium choroby. To znacząco ogranicza możliwości terapeutyczne i bezpośrednio przekłada się na wyniki leczenia.

Dodatkowym obciążeniem są choroby współistniejące, często związane z paleniem tytoniu, takie jak nadciśnienie tętnicze czy choroba niedokrwienna serca, które utrudniają prowadzenie terapii.

Nowoczesne leczenie: postęp jest widoczny, ale niewystarczający

Ostatnie lata przyniosły wyraźną poprawę w dostępie do terapii. Program lekowy B.141 obejmuje coraz większą liczbę pacjentów – z ponad 300 w 2023 r. do blisko 1,4 tys. w 2025 r. Nakłady na leczenie przekroczyły już 140 mln zł rocznie.

Jeszcze kilka lat temu nie mieliśmy dla tych chorych żadnej terapii innowacyjnej, a program lekowy dla tej choroby w ogóle nie istniał. Obecnie możemy stosować wiele wartościowych opcji terapeutycznych, ale aby zobaczyć ich wpływ na wyniki leczenia – czas wolny od nawrotu, czy czas przeżycia całkowitego – potrzeby jest dłuższy okres obserwacji – zwraca uwagę prof. Jakub Kucharz.

Jednocześnie eksperci zwracają uwagę, że sama dostępność programu to dopiero pierwszy krok. Kluczowe znaczenie ma jego konstrukcja oraz zakres wskazań refundacyjnych. Program powinien nadążać za dynamicznie zmieniającymi się standardami klinicznymi i umożliwiać realne wdrażanie aktualnych zaleceń towarzystw naukowych – zarówno Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej, jak i Polskiego Towarzystwa Urologicznego.

– Są one nowoczesne, przystające do standardów światowych, szczegółowo opisujące ścieżkę pacjenta i na bieżąco aktualizowane. Jeśli program lekowy umożliwi realizację tych zaleceń, tak, jak wydarzyło się w raku nerkowokomórkowym, czy w dużej mierze w raku gruczołu krokowego, będziemy mieli bardzo korzystną sytuację – mówił prof. Kucharz.

Szczególnym przykładem luki systemowej pozostaje również brak refundacji operacji robotycznych w raku pęcherza moczowego. Tymczasem liczba takich zabiegów rośnie – w 2025 r. wykonano ich już ponad 360. Podczas posiedzenia specjaliści zaapelowani do decydentów o podjęcie również tego tematu.

Co można poprawić? Eksperci wskazują konkretne rozwiązania

Zdaniem specjalistów kluczowe działania powinny koncentrować się na kilku obszarach:

  • zwiększeniu świadomości społecznej dotyczącej objawów (np. krwiomoczu),
  • wzmocnieniu czujności onkologicznej lekarzy POZ,
  • uproszczeniu dostępu do urologa (np. zniesienie obowiązku skierowania),
  • lepszej koordynacji opieki.

Inspiracją mogą być rozwiązania stosowane w krajach skandynawskich, gdzie funkcjonują szybkie ścieżki diagnostyczne oraz wyspecjalizowane centra, do których pacjent może zgłosić się bez zbędnych formalności.

Chodzi o utrwalenie działania w myśl zasady: jeśli widzisz niepokojące objawy, najpierw wyklucz nowotwór, a dopiero potem zajmuj się resztą – zaznaczał prof. Kucharz.

Źródło: Rynek Zdrowia

Przejdź do treści