Nietrzymanie kału bywa określane mianem „silent disease” – cichej choroby. Nie dlatego, że jej skutki są nieistotne, lecz dlatego, że pacjenci rzadko zgłaszają problem i często przez długi czas próbują radzić sobie z nim samodzielnie. Wstyd, dyskomfort i obawa przed niezrozumieniem sprawiają, że do lekarza trafiają zwykle dopiero wtedy, gdy objawy zaczynają istotnie ograniczać codzienne funkcjonowanie. Pierwszym etapem terapii – zarówno w nietrzymaniu moczu, jak i stolca – jest postępowanie zachowawcze: zmiana stylu życia, farmakoterapia oraz fizjoterapia dna miednicy prowadzona przez wyspecjalizowanych fizjoterapeutów. U części pacjentów przynosi ono poprawę, jednak w cięższych przypadkach konieczne staje się leczenie zabiegowe.
Jedną z metod o ugruntowanej pozycji w praktyce klinicznej jest neuromodulacja nerwów krzyżowych. W Polsce kojarzona jest ona przede wszystkim z leczeniem nietrzymania moczu i w tym wskazaniu podlega refundacji. Tymczasem zgodnie z aktualną wiedzą medyczną zakres jej zastosowania obejmuje również leczenie nietrzymania kału oraz tzw. podwójnej inkontynencji, czyli współistniejącego nietrzymania moczu i stolca. Obowiązujące przepisy sprawiają, że pacjenci z podwójną inkontynencją mogą korzystać z tej terapii w ramach finansowania ze środków publicznych, ponieważ jednym z rozpoznań pozostaje nietrzymanie moczu. Osoby z izolowanym nietrzymaniem kału pozostają jednak poza systemem refundacyjnym, mimo że skuteczność i bezpieczeństwo neuromodulacji w tym wskazaniu potwierdzają badania kliniczne oraz wieloletnia praktyka.
– Podwójna inkontynencja, czyli jednoczesne nietrzymanie moczu i stolca, jest istotnym, a nadal zbyt rzadko dostrzeganym problemem zdrowotnym i społecznym. Wyraźnie pogarsza jakość życia, wpływa na zdrowie psychiczne, codzienne funkcjonowanie i aktywność społeczną, a także prawdopodobnie wiąże się z dodatkowymi kosztami opieki. Trzeba jednak uczciwie zaznaczyć, że w przeciwieństwie do izolowanego nietrzymania moczu lub stolca, nie dysponujemy dziś dużymi, nowoczesnymi analizami, które precyzyjnie wyceniałyby koszt samej podwójnej inkontynencji dla systemu ochrony zdrowia – mówi dr n. med. i n. o zdr. Michał Późniak z Kliniki Urologii Ogólnej i Onkologicznej Szpitala Uniwersyteckiego nr 1 w Bydgoszczy. – Dostępne badania pokazują, że pacjenci z podwójną inkontynencją osiągają gorsze wyniki w zakresie zdrowia fizycznego i psychicznego, doświadczają większego stresu, częściej zgłaszają objawy depresyjne oraz większe obciążenie psychospołeczne niż osoby bez inkontynencji lub z samym nietrzymaniem moczu. Oznacza to, że jest to problem nie tylko medyczny, ale również psychologiczny i społeczny – podkreśla specjalista.
W ocenie dr. Michała Późniaka największym problemem jest obecnie ograniczony dostęp do leczenia.
– W Polsce neuromodulacja krzyżowa jest świadczeniem gwarantowanym i ma ustalone taryfy, jednak obowiązujące kryteria kwalifikacji odnoszą się przede wszystkim do pacjentów z nadreaktywnością pęcherza moczowego lub niedoczynnością mięśnia wypieracza. W praktyce oznacza to, że pacjenci z nietrzymaniem stolca nie mają równie jasno określonej ścieżki f inansowania tej terapii. Z perspektywy chorych warto więc rozważyć poszerzenie dostępu do neuromodulacji krzyżowej również w tym wskazaniu, zwłaszcza u pacjentów starannie kwalifikowanych, u których leczenie zachowawcze okazało się nieskuteczne – mówi dr Michał Późniak.
O rozszerzenie refundacji neuromodulacji nerwów krzyżowych o leczenie nietrzymania kału od lat zabiega Stowarzyszenie „UroConti”, reprezentujące pacjentów ze schorzeniami dna miednicy. W 2025 roku konsultant krajowy w dziedzinie chirurgii ogólnej zadeklarował podjęcie działań w tym zakresie. Na obecnym etapie nie przełożyło się to jednak na rozpoczęcie formalnej procedury rozszerzenia refundacji.
– Nietrzymanie kału to problem, który w istotny sposób ogranicza codzienne funkcjonowanie i wpływa na jakość życia pacjentów. Neuromodulacja krzyżowa jest metodą o udowodnionej skuteczności i bezpieczeństwie, finansowaną w wielu krajach europejskich i pozaeuropejskich jako element standardowego postępowania terapeutycznego – podkreśla Janusz Borzyński, przewodniczący Sekcji Neurourologii Stowarzyszenia „UroConti”. – Z perspektywy systemowej mówimy o terapii dedykowanej ściśle określonej grupie chorych, kwalifikowanej w sposób dwuetapowy i kontrolowany, co zapewnia racjonalne wykorzystanie środków publicznych. Brak refundacji w leczeniu izolowanego nietrzymania kału stanowi dziś wyraźną lukę w katalogu świadczeń gwarantowanych – zwłaszcza że w przypadku podwójnej inkontynencji pacjent może skorzystać z tej samej procedury w ramach finansowania publicznego, ponieważ jednym ze wskazań pozostaje nietrzymanie moczu. Powoduje to sytuację, w której dostęp do terapii zależy od formalnego zakresu rozpoznania, a nie od zasadności klinicznej jej zastosowania. Należy podkreślić, że częstość występowania nietrzymania kału ocenia się na około 2-5% wśród osób dorosłych. Z uwagi na to, że wielu chorych nie zgłasza się z tym problemem do lekarza, rzeczywista liczba osób dotkniętych tym schorzeniem może być wyższa. Można jednak z dużym prawdopodobieństwem przyjąć, że objęcie refundacją leczenia metodą neuromodulacji nie spowoduje istotnego obciążenia budżetu NFZ. Tymczasem brak środków finansowych bywa często wskazywany przez Ministerstwo Zdrowia jako powód ograniczeń w dostępie do terapii refundowanych – mówi Janusz Borzyński.
Stowarzyszenie „UroConti” podjęło już działania w tym kierunku i dysponuje przygotowaną dokumentacją.
– Formalne zainicjowanie procesu refundacyjnego wymaga jednak zaangażowania konsultanta krajowego, który posiada kompetencje do złożenia stosownego wniosku. Ze swojej strony deklarujemy pełną gotowość do współpracy i wsparcia tego procesu – przekonuje Janusz Borzyński.
Rozszerzenie finansowania neuromodulacji w leczeniu nietrzymania kału byłoby realnym krokiem w stronę nowoczesnej, opartej na dowodach medycyny oraz wyrazem troski o pacjentów, dla których dostęp do tej terapii pozostaje dziś ograniczony.