Według ekspertów z Narodowego Instytutu Onkologii w Krakowie nawet co piąty pacjent onkologiczny trafiający do ośrodka wyższego poziomu referencyjności ma już za sobą nieoptymalnie rozpoczętą terapię. Skutki takiego postępowania są dla chorych wyjątkowo groźne, a problem – jak podkreślają lekarze – jest systemowy.
– W przypadku nawet 20 proc. chorych na nowotwory rozpoczęcie leczenia odbyło się niezgodnie ze standardami. Skutki są dramatyczne – mówi prof. Stanisław Kłęk z Narodowego Instytutu Onkologii w Krakowie.
Krajowa Sieć Onkologiczna miała gwarantować pacjentom dostęp do leczenia opracowanego podczas wielodyscyplinarnych konsyliów. Tymczasem w wielu szpitalach poziomu SOLO I i SOLO II leczenie wciąż rozpoczyna się bez udziału specjalistów różnych dziedzin.
Przypominamy, że w Krajowej Sieci Onkologicznej poziomy referencyjności SOLO I, SOLO II i SOLO III określają zakres i jakość opieki onkologicznej w danych szpitalach. SOLO I to podstawowy poziom, najczęściej w szpitalach powiatowych, które realizują tylko jeden rodzaj leczenia, np. chemioterapię, chirurgię onkologiczną lub radioterapię. SOLO II zapewnia bardziej zaawansowaną opiekę, obejmując co najmniej dwa obszary terapii i pracę zespołów wielodyscyplinarnych. Najwyższy poziom, SOLO III, to specjalistyczne centra i instytuty onkologiczne oferujące pełne spektrum leczenia – od zaawansowanej diagnostyki po nowoczesne terapie, w tym immunoterapię i badania kliniczne.
Waldemar Stylo, wicedyrektor NIO w Krakowie, zwraca uwagę, że takie praktyki mają często podłoże finansowe. Szpitale rozpoczynają leczenie, omijając konsylium, by uniknąć przekazania pacjenta do wyższego poziomu referencyjności, co wiązałoby się ze stratą środków z NFZ.
Prof. Kłęk wskazuje też na fikcyjne konsylia: wykazywanie większej liczby specjalistów niż faktycznie uczestniczyło, brak przekazywania pacjentowi informacji o odbytym posiedzeniu, a nawet samo „podbicie papierów”. – Nie wspominam już o konsyliach będących czystą fikcją i sprowadzających się do podbitych papierów. Od lekarzy z wielu szpitali wiemy, że jest to standard znany w całej Polsce.
Jednym z najpoważniejszych problemów jest zatajanie chorych, aby uniemożliwić przekazanie ich do ośrodków SOLO III. Według ekspertów wykazy statystyczne jasno pokazują, że liczba leczonych pacjentów bywa wyższa niż liczba zgłoszeń do konsyliów.
Prof. Kłęk opisuje sytuacje, w których szpitale klasyfikują zabiegi jako nagłe – np. z powodu krwawienia czy niedrożności jelit – by uniknąć obowiązku zgłoszenia pacjenta do sieci onkologicznej.
Wycena świadczeń onkologicznych sprzyja obchodzeniu zasad KSO. Świadczenia realizowane w ryczałcie są dla szpitala o ok. 5% bardziej opłacalne niż te w ramach pakietu onkologicznego. To zachęca placówki, szczególnie powiatowe, do kierowania pacjentów „poza pakiet”, bez konsylium.
W rezultacie szpitale nie tylko zachowują finansowanie, ale także unikają sytuacji, w której specjaliści mogliby zakwestionować sens przeprowadzanej operacji.
Skala problemu jest duża – tylko w pierwszych miesiącach działania KSO, po kwietniu 2025 roku, nieprawidłowo rozpoczęte leczenie dotyczyło ok. 30% pacjentów, obecnie – ok. 20%. – Mówimy o błędzie medycznym, który powoduje dramatyczne skutki dla chorego – podkreśla prof. Kłęk.
– Pozostaje pytanie, co można zrobić z nieoptymalnym leczeniem pacjentów onkologicznych w szpitalach należących do sieci. Propozycja jest prosta: nieprawidłowe postępowanie powinno skutkować brakiem rozliczenia z NFZ. Problem zostałby rozwiązany bardzo szybko – sądzę, że wystarczyłby miesiąc. Szpitale nie otrzymywałyby pieniędzy w sytuacji braku konsylium lub np. w sytuacji przeprowadzenia konsylium, ale niewdrożenia jego ustaleń. Pewne jest, że decydenci i płatnik powinni szybko pochylić nad tą kwestią – podsumowuje specjalista.
Źródło: Rynek Zdrowia