Używamy plików cookies do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki (odwiedź witrynę dostawcy Twojej przeglądarki aby dowiedzieć się jak to robić).
Aktualności

 

 

REKLAMY

 

 

 

 

OAB można leczyć
2019-01-04

OAB, czyli zespół nadreaktywności pęcherza moczowego, to ogromny problem dla chorych, potrafiący wykluczyć z życia społecznego i z rynku pracy - mówi prof. Ewa Barcz, kierownik Oddziału Ginekologiczno-Położniczego Międzyleskiego Szpitala Specjalistycznego w Warszawie.

OAB (Overactive bladder), czyli zespół nadreaktywności pęcherza moczowego, to zespól objawów, polegających na występowaniu częstomoczu dziennego, nokturii, czyli częstomoczu nocnego, i występowania parć naglących, czyli nagłej, trudnej do powstrzymania potrzeby oddawania moczu- mówi prof. Ewa Barcz.

Jeśli parciu nie towarzyszy mimowolny wyciek moczu, OAB nazywamy suchym, jeśli pacjent gubi mocz - mokrym. OAB może być spowodowany wieloma patologiami. U kobiet często ma związek z zaburzeniami statyki narządów miednicy czy nieleczonymi infekcjami. Przy OAB idiopatycznym, a więc występującym z niewyjaśnionych przyczyn, dochodzi do samoistnych, mimowolnych skurczów wypieracza pęcherza moczowego, przez co występują parcia naglące i częstomocz w ciągu dnia i nocy.

Zespół nadreaktywności pęcherza moczowego dotyczy także mężczyzn, choć wśród kobiet, głównie starszych, występuję dużo częściej. Statystyki europejskie mówią, że dotyka 17 proc. społeczeństwa, czyli nawet 3 miliony Polaków. Jego częstość zwiększa się z wiekiem i cierpi na niego nawet co druga kobieta po 50. roku życia.
Definicja częstomoczu dziennego mówi o więcej niż ośmiu mikcjach, czyli opróżnieniach pęcherza, w ciągu dnia i co najmniej jednej mikcji w nocy. Parcie na pęcherz pojawia się niezależnie od tego, ile moczu znajduje się w pęcherzu. Zwykle subiektywne odczucie konieczności oddania moczu pojawia się, gdy pęcherz wypełni się co najmniej do 300 ml. W OAB do pójścia do toalety zmusza nawet mała ilość moczu - 50 lub 100 ml. Jeśli wziąć pod uwagę, że przeciętny człowiek oddaje w ciągu doby 2 l moczu, łatwo policzyć, że do łazienki biega nawet 20 razy na dobę.

Zdarza się, że tym objawom towarzyszy nietrzymanie moczu, a więc mocz wypływa mimowolnie w trakcie uczucia parcia. Tacy pacjenci nie zdążają do toalety. Zdarza się, że mocz wypływa już, gdy do niej idą, gdy zdejmują ubranie, a nawet gdy otwierają kluczem drzwi do domu. Mówi się, że parcie powoduje wypływ moczu zanim osiągną toaletę. U wielu prowadzi to do wykluczenia z życia - najpierw towarzyskiego i zawodowego, a potem także rodzinnego. Pacjentów krępuje konieczność ciągłych wizyt w toalecie i przykry zapach. W skrajnych przypadkach pogrążają się w depresji i latami nie wychodzą z domu. Wielu wciąż nie wie, że OAB można leczyć, a nie wszyscy lekarze pierwszego kontaktu umieją im pomóc. Zdarza się, że bagatelizują objawy albo doradzają środki absorpcyjne, które nie rozwiązują problemu.

W Polsce wdrażane są prawie wszystkie standardy dotyczące leczenia nadreaktywności. Dostępnych jest większość metod stosowanych na świecie. W pierwszym rzędzie to tzw. leczenie behawioralne - ograniczenie przyjmowania płynów, które wzmagają objawy, np. kawy, herbaty czy alkoholu, redukcja masy ciała i ograniczenie palenia. Kolejny lub równoległy etap to trening pęcherza moczowego - próba kontroli nad czasem oddawania moczu.
Jeśli pacjent oddaje mocz raz na 40 min, zaleca mu się każdorazowo wydłużyć odstęp między mikcjami o 2-3 min. Ma spróbować przeczekać ten sygnał, odwrócić myśl, usiąść, coś przeczytać. Druga linia - farmakoterapia - wdrażana jest, gdy pierwsza nie daje efektów lub pacjent nie stosuje się do zaleceń - nie rzuca palenia, nie rezygnuje z alkoholu czy nie chudnie 20 kg.

Na rynku dostępnych jest kilka preparatów, niestety nie wszystkie refundowane. Lek pierwszego rzutu w terapii OAB jest refundowany, ale preparat, który stosuje się w przypadku nieskuteczności lub niewystarczającej skuteczności pierwszego, refundacji nie posiada. Kosztuje ok. 100 zł miesięcznie, co dla starszych pań często stanowi cenę nie do przeskoczenia, biorąc pod uwagę ich inne problemy zdrowotne i konieczność brania wielu, w sumie drogich, leków. Kolejna linia leczenia to iniekcje toksyny botulinowej do pęcherza, stosowane mimo że nie ma ich w koszyku świadczeń gwarantowanych.

Następną metodą jest neuromodulacja, która, jak na razie, nie jest w Polsce refundowana, a jej koszty są tak wysokie, że nie funkcjonuje nawet na rynku komercyjnym.
OAB nie jest chorobą śmiertelną, więc mogę zrozumieć, że Rada Przejrzystości uznała je za problem istotny umiarkowanie. Jeśli wziąć pod uwagę, że nie skraca życia i nie powoduje większej śmiertelności, to może być tak rozumiany. Jest jednak ogromnym problemem dla chorych, odczuwających konsekwencje społeczne i ekonomiczne, związane z wykluczeniem pacjentów z życia, ich wypadnięciem z rynku pracy, koniecznością wypłacania rent i refundacji środków absorpcyjnych. Prowadzić też może do komplikacji zdrowotnych, które dodatkowo podnoszą koszty leczenia chorych po 75. roku życia.

Źródło: www.rp.pl




REKLAMA