Używamy plików cookies do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki (odwiedź witrynę dostawcy Twojej przeglądarki aby dowiedzieć się jak to robić).
Aktualności

 

 

              REKLAMY

 

 

 

 

 

PSA zrób już po 40. urodzinach
2020-12-28

Sprawdzanie poziomu antygenu PSA we krwi już od 40-45. roku życia Pozwala wskazać grupę mężczyzn, która ma zwiększone ryzyko raka prostaty i powinna pozostawać pod kontrolą lekarza.

"Dr Iwona Skoneczna z Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie oraz ze Szpitala Grochowskiego przypomniała, że z badań przeprowadzonych w Danii wynika, iż panowie, którzy w przyszłości zachorują na raka prostaty, już w wieku 45 lat mają średni poziom PSA wyższy niż reszta populacji.
- Dlatego już w tym wieku zalecamy wykonanie pierwszego badania PSA i określenie innych czynników ryzyka - podkreśliła onkolog.

Na podstawie wyników można bowiem wytypować grupę panów, którzy mają niskie ryzyko raka prostaty (PSA poniżej 1 ng/ml) oraz tych, którzy mają ryzyko podwyższone (PSA równe 1 i więcej) i powinni częściej się badać.
- Rak prostaty nie dotyczy tylko naszych dziadków i ojców, ale też młodych mężczyzn. Nawet w zaawansowanym stadium nowotwór ten może nie dawać żadnych objawów, dlatego jeśli mężczyźni czekają na pojawienie się objawów, rak prostaty może być u nich wykryty późno - mówiła dr Skoneczna podczas konferencji prasowej, która odbyła się w grudniu.

Jest to o tyle istotne, że w przypadku wczesnego wykrycia nowotworu chory ma 90 proc. szans na wyleczenie. Ponadto, można wówczas zastosować w leczeniu operacyjnym takie techniki, które pozwalają zaoszczędzić unerwienie odpowiedzialne za trzymanie moczu oraz za erekcję.
- Taki zabieg jest dużo mniej obciążający dla pacjenta - zaznaczyła dr Skoneczna.
Według niej lekarze rodzinni od wielu lat mają możliwość kierowania pacjentów na badanie PSA.
- Problem w tym, że pacjenci o to badanie nie pytają, a lekarze rodzinni może nie są do końca przekonani, że już 40-latkowi czy 50-latkowi powinni to badanie zaproponować - tłumaczyła onkolog. Dodała, że jest to proste badanie z krwi. Na 48 godzin przez wykonaniem go pacjent powinien zrezygnować ze współżycia, by nie doszło do ejakulacji.

Jak podkreśliła dr Skoneczna, bardzo pomocnym badaniem w diagnostyce raka prostaty jest rezonans magnetyczny. Pacjenci wolą to badanie niż badanie per rectum (tj. palcem przez odbytnicę) czy ultrasonografię TRUS (wykonywaną przez odbytnicę).
- Jeśli wykonamy rezonans magnetyczny prostaty na początku diagnostyki i badanie to będzie prawidłowe, to prawdopodobnie jedną czwartą panów uchroni to przed nieprzyjemnym i inwazyjnym zabiegiem, jakim jest biopsja - zaznaczyła specjalistka.

Badanie rezonansem magnetycznym prostaty ma też inne zalety. W przypadku wykrycia nieprawidłowości pozwala dokładniej zaplanować, w którym miejscu należy wykonać biopsję, a także zaplanować leczenie, jeśli okaże się, że będzie ono potrzebne.
- W obrazie uzyskanym rezonansem widzimy też węzły chłonne okolicy prostaty oraz kości znajdujące się w pobliżu prostaty. Można więc ocenić, jak bardzo zaawansowana jest choroba - wyjaśniła dr Skoneczna.
Na razie - ze względu na wysokie koszty - badanie to nie jest elementem rutynowej diagnostyki raka prostaty (nie tylko w Polsce). Pacjenci mogą je wykonać na własny koszt, który wynosi od 800 do 1000 zł.
Zgodnie z szacunkami w 2020 r. 18 tys. mężczyzn w Polsce usłyszało lub usłyszy diagnozę raka prostaty. Nowotwór ten coraz częściej wykrywany jest u młodych pacjentów.
- Na szczęście wykrywamy go coraz wcześniej, wtedy możemy wytypować chorych, którzy nie potrzebują od razu intensywnego leczenia - zaznaczyła dr Skoneczna. Wówczas czeka się z operacją czy radioterapią do czasu, gdy będą konieczne, a stan pacjentów jest dokładnie monitorowany.

U około 80 proc. chorych rak prostaty jest diagnozowany w momencie, gdy choroba jest ograniczona do narządu lub jego okolic, a u 20 proc. nowotwór jest wykrywany w stadium zaawansowanym. We wczesnym stadium, gdy nie doszło jeszcze do przerzutów, raka prostaty leczy się operacyjnie lub z wykorzystaniem radioterapii.
Jednak po kilku latach od zabiegu poziom markera PSA może znowu zacząć rosnąć i wtedy trzeba włączyć tzw. leczenie hormonalne, które ma na celu obniżenie poziomu testosteronu. Można to uzyskać stosując leki (podawane w zastrzykach co kilka miesięcy blokują produkcję testosteronu w jądrach) lub operacyjnie usuwając oba jądra (kastracja).
- Ale czasami po kolejnych kilku latach, mimo leczenia hormonalnego, mimo obniżonego poziomu testosteronu, mimo że pacjent czuje się dobrze i w badaniach - tj. w tomografii komputerowej i scyntygrafii kości - nie ma zmian przerzutowych, marker PSA znowu rośnie. My wiemy, że z czasem u tego pacjenta pojawią się przerzuty - tłumaczyła dr Skoneczna.

Jak wyjaśniła, u tej grupy chorych z rakiem prostaty tzw. opornym na kastrację, ale jeszcze bez przerzutów, ogromne korzyści może przynieść zastosowanie nowej grupy leków hormonalnych, takich jak apalutamid, darolutamid i enzalutamid. Z trzech badań opublikowanych w tym roku wynika, że leki te opóźniają pojawienie się przerzutów średnio o dwa lata oraz wydłużają czas przeżycia pacjentów nawet o kilkanaście miesięcy.
- Leki te powinny być stosowane możliwie jak najwcześniej - im wcześniej, tym lepiej, bo tym lepsze są wtedy efekty. Są wygodne w stosowaniu, ponieważ są w tabletkach. Dlatego pacjent może zażywać je w domu, co jest istotne w dobie pandemii, kiedy chorzy mają ograniczony dostęp do lekarzy - tłumaczyła dr Skoneczna. Dają też mało objawów niepożądanych, dzięki czemu pacjenci mogą normalnie funkcjonować - pracować, uprawiać sport i inne hobby.
- Gdyby ktoś spotkał tych pacjentów na ulicy, to w ogóle nie przypuszczałby, że mają oni nowotwór i są w trakcie leczenia. Dużo tych chorych w trakcie leczenia funkcjonuje w podobny sposób jak przed chorobą - oceniła onkolog.

Dr Skoneczna zwróciła uwagę, że obecnie leki te są dostępne w ramach programu lekowego jedynie dla pacjentów z zaawansowanym przerzutowym rakiem prostaty opornym na kastrację. Chorym, u których nie wykrywa się przerzutów, ale poziom PSA rośnie nie są na razie refundowane. Pacjenci muszą czekać aż w badaniu tomograficznym czy scyntygraficznym zostanie wykryty przerzut.
- Mamy nadzieję, że to się zmieni - powiedziała specjalistka.

W jej opinii zastosowanie tych leków może też przynieść oszczędności, gdyż pozwoli ograniczyć wydatki na leczenie dolegliwości związanych z przerzutami, na wizyty u lekarza czy na dodatkowe badania."

Źródło: www.rynekzdrowia.pl