Używamy plików cookies do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki (odwiedź witrynę dostawcy Twojej przeglądarki aby dowiedzieć się jak to robić).
Aktualności

 

 

              REKLAMY

 

 

 

 

 

Prawie 1/6 społeczeństwa cierpi na zespół pęcherza nadreaktywnego
2020-12-07

Na zespół pęcherza nadreaktywnego cierpi niemal 1/6 społeczeństwa. Problem ten rozpoznawany jest u 27 procent kobiet i 10,8 procent mężczyzn powyżej 18. roku życia. Częstość występowania schorzenia zwiększa się wraz z wiekiem i zwykle towarzyszą mu inne dolegliwości ze strony dolnych dróg moczowych - naglące parcia na pęcherz z lub bez epizodów nietrzymania moczu oraz zwiększona liczba mikcji w dzień i w nocy. Ocenia się, że w Europie z powodu OAB cierpi niemal 50 milionów osób, w Polsce około 2-3 milionów. Wstydliwe dla pacjentów schorzenie co roku dotyka w naszym kraju 10-15 tysięcy nowych pacjentów.

Niezdiagnozowany problem

Stowarzyszenie Osób z NTM "UroConti" próbuje zmienić postrzeganie OAB jako "wstydliwej dolegliwości". Zadania nie ułatwiał fakt, że pacjentki (i pacjenci) niechętnie mówią o objawach podczas wizyt lekarskich. Choć z roku na rok sytuacja ulega stopniowej poprawie to nadal tylko 1/3 pacjentów cierpiących na zespół pęcherza nadreaktywnego w ogóle zgłasza się do lekarza, a dwie trzecie z nich robi to po dwóch latach od wystąpienia pierwszych objawów. Niestety najczęściej dochodzi do tego dopiero wtedy, gdy ich nasilenie wyklucza już normalne, dzienne i nocne funkcjonowanie.

Oznaka starzenia?

Mimo działań edukacyjnych prowadzonych przez organizacje pacjenckie, w tym "UroConti", nadal zdarza się, że OAB utożsamiane jest z "oznaką starzenia, z którą nie można nic zrobić". Czasami pacjentki słyszą to w gabinetach lekarskich albo same żyją w przeświadczeniu, że "mięśnie już nie takie jak w młodości i trzeba się z tym pogodzić". Część posiłkuje się wkładkami menstruacyjnymi, ale w praktyce okazują się one być nieskuteczne.
- Zdarza się niestety, że nawet wśród lekarzy świadomość częstości tej choroby bywa niska. Lekarze pierwszego kontaktu, a nawet ginekolodzy czy urolodzy, nie pytają o te dolegliwości. A pacjentka sama z siebie raczej o nich nie mówi, bo albo się krępuje albo uważa się, że skoro lekarz nie pyta, to widocznie nie jest to nic ważnego. Co gorsza większość medyków z nich nie potrafi wyjaśnić kobietom czym różni się wkładka menstruacyjna od specjalistycznej (urologicznej). Zazwyczaj przepisują stare, najtańsze leki, bo te najnowocześniejsze nadal nie są w Polsce refundowane. - oburza się Anna Sarbak, prezes "UroConti".

Wycofani z życia

OAB nie zabija, ale potrafi zrujnować życie bardziej niż cukrzyca czy nadciśnienie. Pacjentki szukające pomocy w regionalnych oddziałach Stowarzyszenia "UroConti" opowiadają o tym, jak wycofały się z życia zawodowego czy towarzyskiego, jak rozpadły się ich związki lub rodziny. Jak zmagają się z wykluczeniem społecznym czy depresją, która w skrajnych przypadkach może nawet prowadzić do prób samobójczych.
- Znam historie pacjentek, które zupełnie wycofały się z życia, nie uczestniczyły w żadnych uroczystościach, nie wychodziły do kina, restauracji czy nawet do galerii handlowych. Rozpadały im się małżeństwa, bo w obawie przed nietrzymaniem moczu unikały współżycia. Te, które odważyły się o tym opowiedzieć i tak już wykonały pierwszy krok. Ale ile jest jeszcze kobiet, które niepotrzebnie cierpią w ukryciu i w samotności? - pyta Anna Sarbak.

Brak nowoczesnego leczenia

W zespole pęcherza nadreaktywnego lista leków refundowanych nie zmieniła się od początku jej istnienia, czyli od 2011 roku. Nadal więc w pierwszej linii leczenia chorzy mają dostęp jedynie do dwóch substancji z grupy leków antymuskarynowych (tzw. złotego standardu leczenia OAB) o tym samym mechanizmie działania: solifenacyny i tolterodyny (na świecie jest ich 4-6). Niestety w drugiej linii leczenia - dostępu do refundowanych preparatów pacjenci nie mają i przyznają, że minęły już dwa lata od drugiej, ponownie pozytywnej, rekomendacji prezesa AOTMiT dla mirabegronu, leku będącego jedyną opcją terapeutyczną dla pacjentów w II linii leczenia OAB. Polska jest jedynym krajem w Unii, który go nie refunduje.
- Nie przemawiają już do mnie argumenty, że cały system ochrony zdrowia skoncentrowany jest na walce z COIVD-19 i na nic innego nie ma ani czasu ani pieniędzy. Nie można zaniedbywać innych obszarów terapeutycznych. Nie można też dyskryminować pacjentów, a tak się właśnie czujemy. W innych krajach, o dużo mniejszym PKB niż Polska, rządy dawno znalazły pieniądze na pomoc osobom cierpiącym na OAB. Dlaczego Polska zawsze musi być w ogonie Europy? - pyta retorycznie Anna Sarbak.

Źródło: www.cowzdrowiu.pl